czwartek, 22 października 2009

Matrix

Ostatnio stwierdziłem z Blumkiem, że żyjemy w Matrixie i to jesteśmy w tym po same uszy...
Dlaczego? No cóż... Wszystko zaczęło się w czwartek przed PGA... Otóż jak to bywa w akademiku około 23ej, "drobny gwar" i "cicha" muzyka była dosłownie wszędzie... W pewnym momencie do akcji wkroczyła a tak właściwie wleciała jedna z portierek... "Ciche konwersacje" ustały, za to agentkę (która dostając się na miejsce wypadku, powiewała złowrogo peleryną niczym Neo z Matrixa) było słychać głośno i wyraźnie prawdopodobnie w całym mieście. Dodam tylko, że miasto to do najmniejszych nie należy ;) Pani Agent ulatniając się, swoją czarną peleryną dotkliwie raniła kilka osób, które do tej pory leczą rany w akademickich katakumbach...
Kolejne przypadki rodem z Matrixa: PGA... wszędzie agenci w czerni, no i biorący udział w konkursie na scenie głównej, sam wielki Morfeusz. Niby biały, chudy, bez mięśni ale jestem w 2% pewny, że to właśnie on ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz